poniedziałek, 12 grudzień 2016 11:28

Aleksander Kabziński - wypowiedź dla czasopisma branżowego „Polish Market”

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Polski Związek Producentów Kruszyw nie tak dawno  obchodził jubileusz 20-lecia. Wtedy producenci kruszyw, po transformacji oceniali źle ich ówczesną sytuację, pozostawieni byli sami sobie, a i zapotrzebowanie na kruszywa nie było duże. Jak jest teraz? Jak ocenia Pan sytuację branży po 20 latach funkcjonowania Izby?

Powołanie Polskiego Związku Producentów Kruszyw w roku 1993, było odpowiedzią środowiska producentów kruszyw na katastrofalną sytuację branży. Zamarły inwestycje, stanęły budowy, kruszywa były potrzebne w ilości minimalnej. Grupę założycielską tworzyli szefowie firm które w większości wchodziły przed transformacją w skład Zjednoczenia Kamieniołomów Drogowych oraz Centralnego Zarządu Dróg Publicznych. Nasze pierwsze spotkania były spowodowane przekonaniem, że wspólnie, łatwiej będzie przetrwać kryzys. O standardzie w jakim działaliśmy, świadczyło to, że najbogatsi przyjechali fiatami, a szef firmy z „bieguna zimna”, przyjechał „Żukiem” bo „ po drodze” wykonywał jeszcze obowiązki zaopatrzeniowca. W tych biednych okolicznościach, spotkaliśmy się w domu wczasowym w Rytrze, a wieczorne dyrektorów rozmowy odbywały się w kuchni, gdzie było ciepło i była życzliwa nawzajem atmosfera, chociaż każdy miał wielkie obawy, czy potrafimy coś zmienić. Potem, krok po kroku, zaczęły się zmiany. Zmiany nie tylko gospodarcze, ale również szukanie przy wspólnych działaniach indywidualnych dróg rozwoju. Gdybym miał znaleźć co szczególnego nas łączyło, to uważam, że było to przekonanie, że tylko wspólne działanie kierownictw firm i załóg, wspólne wyrzeczenia i upór mogą zmienić tę sytuację. Wspólne działanie kierownictw i załóg w naszej branży zrealizowało się szczególnie w procesie przekształceń własnościowych. To w branży kruszyw powołano największą ilość ciągle działających spółek pracowniczych, które przejęły od państwa majątek i zaczęły na nim gospodarować w trudnym okresie najpierw minimalnego, ale później, po roku 1996, coraz większego wzrostu zapotrzebowania na kruszywa. W latach, do roku 2000, obserwowaliśmy dość systematyczny wzrost zapotrzebowania na poziomie +5% rok do roku. Sam rok 2000 okazał się rokiem widocznego spadku, ale już w następnym roku przywrócony został wzrost który po wejściu Polski do UE, osiągnął poziom wzrostu zapotrzebowania + 10 i więcej % rok do roku. Jeżeli zapotrzebowanie kruszyw w roku 1992 wynosiło ok. 40 mln, to w roku 2011 (po 20 latach), wyniosło ok. 350 mln ton. Proszę pokazać branżę, w której wzrost w okresie 20 lat od transformacji był 8,5 krotny. To szczególny wynik, gdy zwrócimy uwagę na to, że produkcja kruszyw sama nie tworzy zapotrzebowania, jest odpowiedzią na zapotrzebowanie gospodarki. Rok 2011, rok przed Euro, był szczególnym wyzwaniem. Mimo tak istotnego wzrostu (2011 do 2010 to wzrost 35 %), kruszyw nigdy nie zabrakło. Występowały okresowe ograniczenia niektórych ich rodzajów oraz braki dostaw na czas, ale nie spowodowane to było brakiem kruszyw, a ich transportu w miejsce wbudowania.

Wzrost zapotrzebowania został zrealizowany głównie przez modernizację technologiczno -techniczną i organizacyjną firm. Powstały również nowe inwestycje, w których liczono na stały wzrost zapotrzebowania. Tak się nie stało. Już w roku 2012, nastąpił spadek zapotrzebowania o 30 %, będący następstwem zakończenia przygotowań do Euro 2012, w tym ograniczenia inwestycji budowlanych. Drugi powód to mniejszy strumień środków otrzymywanych z UE. Fakt z cyklu autentycznych, mówi, że aktor Jan Himilsbach, miał propozycję gry w filmach amerykańskich, pod warunkiem, że nauczy się angielskiego. Na pytanie, dlaczego zrezygnował, stwierdził, że może nie zagrać, a z tym angielskim zostanie. Tu używał bardzo dosadnego określenia. Po potwierdzeniu zdolności produkcyjnej branży na poziomie 350 mln ton rocznie (a ja sądzę że nawet większej), zostaliśmy z tymi możliwościami bez powtarzalnego zapotrzebowania. Tak jest nadal, chociaż możliwości systematycznie spadają. Wynika to ze zuzywania się urządzeń i coraz trudniejszej dostępności do złóż. Ciągle jednak wobec stabilizacji zapotrzebowania w latach 2012 – 2015, na poziomie 220 – 250 mln, pozostaje co najmniej 50 mln wolnych mocy. Zrozumiałe, że w tej sytuacji mamy rynek zamawiającego, nie producenta, co ma zasadniczy wpływ na kondycje finansową większości firm, ale i całej branży.

Dlatego, po ponad 20 latach funkcjonowania Związku, sytuację branży dobrze określa fragment piosenki śpiewanej przez Andrzeja Grabowskiego: „jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest…”

Jak duży wpływ na obecną sytuacje branży  miało kryterium najniższej ceny w przetargach na budowę dróg? Jak to wpłynęło na cenę półfabrykatów?

Kryterium najniższej ceny miało i nadal ma, podstawowy wpływ na rozwój bylejakości w Polsce. Dotyczy to zarówno zakupów papieru toaletowego jak również budowy dróg. Przecież przetargi wygrywały oferty na poziomie 60 maks. 70 % ceny zamawiającego. Producenci kruszyw drogowych, które stanowią 95 % objętości konstrukcji drogi, a jednocześnie bez transportu 5 % kosztów jej budowy stali pod ciągłą od 2007 roku, presją żądania coraz niższych cen tego podstawowego wyrobu budowlanego. Wspominam rok 2007, bo tak jak rok 2011, był rokiem największego wolumenu produkcji kruszyw, tak rok 2007 był ostatnim rokiem ich „sprawiedliwej ceny”. Czy za najniższą cenę można otrzymać jakość? Uważam, że nie. Od pewnego momentu po wyczerpaniu się innych rezerw tworzących cenę, dalej odbywa się to tylko kosztem jakości. Uważam, że wszyscy zamawiający (nie tylko budowę drogi), w imię swojego świętego spokoju, udawali, że nie można postawić solidnych indywidualnych warunków, tak by cena stanowiła maks. 50-60 % składowej, a wybór dawał trwałość i jakość.

Dla zamawiających to bezpiecznie wybrać najniższą cenę, a nawet często rażąco najniższą cenę. Cena ich rozgrzesza. Nie chcę, chociaż to bardzo ważne, przypominać jak w obszarze budowy dróg skończyło się to dla wielu wykonawców. Ilu padło, bo przeszarżowali. Interesuje mnie z punktu widzenia użytkownika dróg, czy za najniższą cenę, można zbudować drogi o odpowiedniej nośności, trwałości, równości i szorstkości. Uważam, że nie. Przecież ceny inwestorskie nie brały się z komina. Dlatego uważam, że jakość mieści się między ceną zamawiającego, a ceną najniższą. Za bylejakość będącą następstwem najniższych cen będziemy musieli zapłacić szybciej niż myślimy i będzie to znacznie więcej niż pozorne oszczędności. Bylejakość najczęściej dotyczy dolnych warstw konstrukcyjnych drogi Wtedy, łatanie jej nic nie da, konieczna jest pełna wymiana. Moje doświadczenie z pierwszego okresu finansowania przez UE. Zlecać budowę dróg w systemie: zaprojektuj, buduj i utrzymuj (np. przez kolejne 20-30 lat). Buduj drogi z powtarzalnych, spełniających wystarczające wymagania materiałów, a będziesz z nich zadowolony także jako użytkownik. Samą budowę oddajmy odpowiedzialnym inżynierom, a nie prawnikom...

Ze wzrostem gospodarczym wiąże się m.in.  poprawa infrastruktury, a co za tym idzie zwiększone jest  zapotrzebowanie na wyroby budowlane, w tym kruszywa. Na jakim poziomie powinniśmy odnotować  że wzrost gospodarczy, aby  spowodował on  rozwój branży? Czy ostatnie dane mówiące o 3% są wystarczające?

Od zmian ustrojowych roku 1989, wraz z prof. Wiesławem Koziołem, życzliwie dyskutujemy w obszarze prognozowania produkcji kruszyw. Pamiętajmy, ze jest ono zawsze bardzo trudne i osoby odpowiedzialne, a za takie się uważamy, musza z pokorą podchodzić do wyciągania wniosków i prezentowania przewidywań. Różnica naszych oczekiwań jest właściwie subtelna, chociaż moja obciążona jest doświadczeniem roku 2011, kiedy to niedoszacowałem zapotrzebowania w prognozach 2007 – 2014 (pierwszy budżet unijny).

Profesor Kozioł, w oparciu o analizę wyników branży w Polsce, ale i w innych sąsiednich nam krajach, postawił tezę, że wzrost PKB do 3 % jest tym który nie powoduje widocznego wzrostu zapotrzebowania. Uważam, że daje on stabilizację. Gdy wynosi on 4 % i więcej to na każdy procent dwukrotnie rośnie zapotrzebowanie kruszyw. Zgadzam się z tymi ustaleniami. Zwracam uwagę, że w ciągu 20 lat doszliśmy w Polsce do zużycia średniorocznego kruszyw na mieszkańca w wysokości 6 ton. To tyle co kraje starej Unii i kraje o ustabilizowanej gospodarce. Oczywiście są kraje (Finlandia), w których zużycie wynosi nawet 12 ton, ale są po okresie świetności , już bez środków z UE (Hiszpania), których zużycie wynosiło w 2015 roku 2 tony. Jeszcze raz powtarzam: „ jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest”.

Odnotowuje Pan brak jednolitej strategii? I czy taka strategia będzie lekiem na całe zło?

Strategia dotyczące branży ma różne aspekty. I tak, potrzebujemy jednolitej strategii, w zakresie gospodarki surowcami, w tym ochrony nieodnawialnych złóż surowców. Dotyczy to odpowiedzialnej gospodarki przestrzennej. Ostatnio poznałem opinie urbanistów , którzy stwierdzili, ze gminy w Polsce zaplanowały zabezpieczenie działek pod budownictwo jednorodzinne dla: w wersji minimum 60 mln mieszkańców, a w wersji maksimum, 360 mln mieszkańców. Czyżby spodziewano się najazdu Chińczyków? Tereny chronione obejmują 50 % obszaru Polski, tereny zajęte pod odkrywkową eksploatacje surowców 0,5 %, a tereny pod przyszłą zabudowę mieszkaniową, 20 %. Powoduje to szaleństwo nadmuchiwania wartości terenów. Już dziś zgadzamy się, a bywa że żądamy budowy, udostępniania, prowadzenia wydobycia wszędzie, tylko nie tam, gdzie dotyczy to nas. Niezbędna jest równowaga między potrzebami społecznymi, a wśród nich w gospodarowaniu dobrem wspólnym, jakim są surowce mineralne.

Co do jednolitej strategii branży, to oczywiście duże uproszczenie. Duzi i mali producenci doszli do granicy. Marża branży praktycznie w większości wynosi zero. Rozumiemy, że dla jakości nie ma alternatywy. By więc odbudowywać zużytą technikę i technologię (park maszynowy), by uzyskać korzyści dla wspólników i właścicieli poprzez tworzenie kapitału, trzeba doprowadzić do „sprawiedliwych cen kruszyw” (jak oczekiwany kurs dla franka). Oczywiście, dobre ceny za kruszywa powtarzalne, spełniające właściwości i wymagania. Produkowane przez pewnych dostawców. Chociaż to bardzo trudne, nawet uważa się niemożliwe, branża musi się zreformować sama. Mamy niewiele czasu, Chociaż dziś jeszcze modernizacje i inwestycje lat 2005- 2014, spowodowały, że jesteśmy branżą spełniającą wysokie standardy europejskie.

Czytany 3017 razy

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.